Z serii: ANGIELSKI W PODRÓŻY

Angielski koniecznie! Ale bądźcie otwarci na więcej!

Niedawno wróciłam z wakacji. Tym razem odwiedziłam Sycylię, przepiękną wyspę we Włoszech, gdzie czas jakby się nieco zatrzymał pokazując mi inną rzeczywistość. Straszne? Nie. Cudowne! Po to właśnie wyjechałam, żeby poznać nowe miejsce, nowych ludzi, ich kulturę i język. Choć o ten byłam dość spokojna…w końcu znam angielski-  język uznawany za absolutnie MIĘDZYNARODOWY!

Tym razem wybrałam destynację tak odległą , że lot samolotem był najlepszym rozwiązaniem. Na lotniskach , angielski zdawał egzamin pierwsza klasa. Tu w Polsce nie był aż tak potrzebny, choć lubiłam patrzeć na pojawiające się napisy w języku angielskim: NOW BOARDINg czyli, że trwa odprawa, czy DELAYED – opóźniony , nieco nerwowo zerkając, czy aby nie o mój lot chodzi.

Pomyślałam sobie, że czekając w hali odlotów, lub na odbiór bagażu wystarczy się rozejrzeć na ekrany wyświetlające informację o lotach czy na drogowskazy, aby zapamiętać pewne, powtarzające się wyrazy, zwroty i komunikaty. Świetna lekcja, a dla znających język nieco lepiej niezły egzamin.

Dzięki znajomości języka, po wylądowaniu czułam się bezpiecznie.  Wszystkie ogłoszenia na lotnisku czy terminalu autobusowym były zarówno po włosku jak i po angielsku, nie stanowiło  więc problemu znalezienie odprawy bagażowej, toalety, czy autokaru, który miał zabrać mnie w dalszą podróż.  A skoro wiedziałam dokąd iść i co mam robić pomyślałam sobie: Podróżowanie jest , cudowne!…Nie może być lepiej! Czy miałam rację?

Tak, angielski to język powszechnie używany, ale nie ojczysty dla Włochów. W Italii mówi się po włosku.

I tu pewnie powiecie: Też mi odkrycie! No niby żadne, ale bezczelnie sądziłam, że skoro ja, polka, mówię po angielsku, to i Włosi będą posługiwać się tym językiem. Nie jestem naiwna, nie zakładałam, że wszyscy…o nie! Ale choć trochę…! Tutaj jednak zderzyłam się z rzeczywistością…

Owszem mieszkańcy Sycylii mówią po angielsku, ale nie wszędzie. Pani w hotelowej recepcji używała języka perfekcyjnie, pan w restauracji niezgorzej, ale już pan sprzedający lokalne owoce wystawione w małej ciężarówce nie mówił po angielsku ani słowa. Nie wspomnę o Pani w sklepie z pamiątkami gdzie na migi kupowałam lakier do paznokci. Nic trudnego? No to spróbujcie poprosić, nie znając włoskiego, o taki, który jest … SZYBKOSCHNĄCY!

Czy to mnie zniechęciło do rozmawiania z Włochami i uparcie paplałam po angielsku wiedząc, że i tak nie zostanę dobrze zrozumiana? Nie! Wręcz przeciwnie. Teraz to się dopiero nakręciłam.  Postanowiłam podsłuchiwać
(i to niedyskretnie…przecież musiałam wiedzieć na pewno ) jak Włosi zwracają się do gości gdy mówią dzień dobry BUONGIORNO, do widzenia ARRIVEDERCI, proszę PREGO, dziękuję GRAZIE i zaczęłam powtarzać po nich przy każdej nadarzającej się okazji. I wiecie co? To była fantastyczna zabawa i przygoda. A moje zachowanie zostało docenione! Szybko zauważyłam, że zwracając się do mieszkańców wyspy w ich ojczystym języku sprawiałam im wiele radości. Doceniali, to że mimo, ze mogłabym upierać się przy angielskim, chce mi się nauczyć choć kilku prostych słów, aby pokazać, że zależy mi na rozmowie tak samo jak im i że ciekawi mnie to jak mówią, kim są, co jedzą i dlaczego robią niektóre rzeczy inaczej. Oczywiście nie wszystko mi wychodziło, czasem coś tam przekręciłam, a widząc zmieszanie na twarzy słuchającego, który już śpieszył z poprawną wersją, okraszałam to szerokim uśmiechem. I było cudownie, bo ludzie na Sycylii są cudowni, przyjaźni i bardzo otwarci.  Tu po raz kolejny przekonałam się, że nauka języków jest cudownych kluczem do nawiązywania wspaniałych relacji.

No ale zaraz…

Czyżbym chciała Wam powiedzieć, w tym artykule, że nie ma sensu uczyć się angielskiego bo i tak nie na wiele się przydaje? Nie! Absolutnie nie! Angielski, czy inne języki uznawane za popularne to baza! Niezbędne narzędzie ułatwiające podróżowanie, które daje rodzaj większego poczucia bezpieczeństwa  i naprawdę jest przydatne na lotniskach, w restauracjach, hotelach i innych bardziej oficjalnych miejscach oraz w kontaktach międzyludzkich z osobami, które się nim posługują ( a jest ich coraz więcej!), ale… chcę wam również pokazać, ze angielski to pomost do świata innych języków. A gdy już przejdziecie na druga stronę i nawiążecie nić porozumienia warto, abyście nie byli głusi na to co lokalne. Nie bądźmy tacy „bezczelni” twierdząc, że skoro JA MÓWIĘ PO ANGIELSKU TO NIECH I ONI GADAJĄ! KROPKA I BASTA!

Angielski to podstawa, baza, ale nasze serca i głowy mają chłonąć to, co lokalne. Dzięki temu łatwiej będzie wtopić się w nowe miejsce, poczuć je, a może nawet poczuć się częścią tamtejszej społeczności.

Pozdrawiam jak zawsze serdecznie Kochani i zachęcam do nauki języków…Angielskiego? Absolutnie! Ale również  innych, jakie tylko napotkacie!

A jakie Wy macie doświadczenia? Czekam na Wasze komentarze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.